Przekaż darowiznę

O co chodzi wegańskim faszystom

Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów to zrzeszenie, którego celem jest „upowszechnianie samodzielnego i krytycznego myślenia”, „rozwijanie postaw tolerancyjnych, zwalczanie uprzedzeń” oraz „popularyzacja nauki i metody naukowej”. Każdemu upowszechnianie zasad krytycznego myślenia i zwalczanie uprzedzeń może się jednak znudzić – tak tłumaczę sobie artykuł „Ekoterroryści i wegańscy krzykacze”, który na stronie racjonalista.tv opublikował wiceprezes stowarzyszenia, dr Piotr Napierała.

Tekst to bezładny ciąg uwag i dygresji wypełniony błędami faktycznymi. Styl dr. Napierały uniemożliwia zorientowanie się, kto dokładnie, w jakiej kwestii i dlaczego jest krytykowany, ogólnie chodzi jednak o to, że tytułowi ekoterroryści i wegańscy krzykacze (w pierwotnej wersji – „faszyści”) to – no właśnie – terroryści i krzykacze. Ludzie zaślepieni, agresywni, nienawidzący i stygmatyzujący innych, zwłaszcza jednostki stojące po stronie rozumu i nauki jak dr Napierała.

Do jednego worka trafiają tu weganie, aktywiści organizacji broniących praw zwierząt, aktywiści organizacji ekologicznych, przeciwnicy kłusownictwa w Afryce, przeciwnicy polowań w ogóle, przeciwnicy uboju rytualnego, przeciwnicy zoo, przeciwnicy GMO, przeciwnicy elektrowni atomowych oraz człowiek, który rozebrał McDonalda w ramach protestu przeciwko wysokiemu cłu na ser Roquefort. Jest to, mówiąc delikatnie, niezbyt jednolita grupa. Sam nie jestem na przykład ani przeciwnikiem GMO, ani przeciwnikiem energii atomowej, ani już na pewno obrońcą interesów producentów sera. Mogę jednak wyjaśnić, o co zazwyczaj chodzi ludziom, którzy z etycznych względów nie jedzą produktów pochodzenia zwierzęcego, i dlaczego wyobrażenia dr. Napierały o weganach to nieporozumienie.

Chyba każdy przyjmuje elementarną etyczną zasadę, że jeśli w łatwy sposób możemy unikać zadawania ogromnego cierpienia czującym istotom, to powinniśmy to robić. Podobnie z unikaniem dewastowania planety, na której żyjemy. Weganizm jest konsekwencją tych dwóch zdroworozsądkowych etycznych przekonań, co łatwo zrozumieć, kiedy pozna się stan wiedzy naukowej na temat żywienia człowieka, zdolności poznawczych zwierząt, hodowli przemysłowej i jej wpływu na planetę. Dr Napierała nie ma o tych faktach pojęcia.

Wydaje się mu na przykład, że to, czy jedzenie mięsa i nabiału jest konieczne dla zdrowia to „kwestia dyskusyjna”. W rzeczywistości od dawna już dyskusyjna nie jest – formułowane na podstawie metaanalizy setek badań stanowisko Academy of Nutrition and Dietetics w sprawie diety wegańskiej od lat mówi, że jest ona odpowiednia na każdym etapie rozwoju człowieka. Innym nonsensem jest twierdzenie, że zwierzęta żyją w „wiecznej teraźniejszości”. W ostatnich latach przeprowadzono sporo badań nad planowaniem i pamięcią u zwierząt (podobnie zresztą jak nad wieloma innymi zdolnościami poznawczymi), z których wynika jednoznacznie, że o niczym takim nie może być mowy – listę publikacji naukowych na ten temat można znaleźć np. w bibliografii książki Animal Cognition C.D.L. Wynne’a i M.A.R. Udell. Kolejne głupstwo to twierdzenie, że „nikt nie udowodnił, że dla krowy porażenie prądem jest lepsze niż ubój rytualny”. Znowu – istnieje kilkadziesiąt naukowych publikacji na ten temat (bibliografię przygotowaną przez prof. Pisulę można znaleźć tu) i wszystkie one mówią coś przeciwnego. Można się z nich przy okazji dowiedzieć, że krów nie ogłusza się przez porażenie prądem.

Weganom nie chodzi jednak tylko o ubój. W hodowli przemysłowej całe życie zwierzęcia jest w zasadzie nieprzerwaną psychiczną i fizyczną torturą – niezależnie od tego, czy jest to krowa mleczna w oborze typu uwięziowego, kura nioska w klatce czy świnia w kojcu porodowym. Ponadto wiadomo, że dalsza produkcja i konsumpcja mięsa i nabiału w obecnej formie to prosta droga do ekologicznego i ekonomicznego samobójstwa: przemysł ten opiera się na skrajnie marnotrawnym sposobie przetwarzania pokarmu roślinnego na zwierzęcy, przy okazji emitując rekordowe ilości gazów cieplarnianych, powodując zatrucie wód gruntowych i powierzchniowych, prowadząc do deforestacji i niszcząc bioróżnorodność.

Osoba, której zależy na upowszechnianiu nauki i zasad krytycznego myślenia, pisanie artykułu na temat weganizmu zaczęłaby od zapoznania się z tymi łatwo dostępnymi danymi. Dr Napierała, wiceprezes stowarzyszenia racjonalistów, z jakichś powodów wolał pochwalić się swoim nieuctwem i uprzedzeniami.

Nie lepiej jest z pojęciem dr. Napierały o filozofii. Pisze on, że przyznawanie zwierzętom praw jest „bez sensu” i podaje dwa, bardzo łaskawie rzecz ujmując, argumenty: „człowiek w wieku np. 7 lat już wie że umrze, zwierzę wie, że umrze na kilka minut przed śmiercią” oraz „zwierzęta nie czują z nami solidarności, a jednostronna solidarność jest bez sensu, tak kontraktu społecznego się nie zawrze”. Nie bardzo wiadomo, jakie prawa dr Napierała ma tu na myśli (wyraźnie mylą się mu prawa moralne z prawami stanowionymi, a te z kolei z prawami obywatelskimi), ale w zasadzie niezależnie od tego jakie, jego argumenty są w najlepszym razie dyletanckie.

Po pierwsze, zupełnie nie wiadomo, dlaczego akurat te różnice między ludźmi a pozostałymi zwierzętami mielibyśmy uznać za decydujące o statusie moralnym – a już tym bardziej o posiadaniu praw moralnych. Żadna z liczących się współcześnie teorii etycznych nie traktuje w ten sposób ani zdawania sobie sprawy ze swojej śmiertelności, ani zdolności do odczuwania akurat solidarności. Po drugie, nie wiadomo dlaczego w ogóle powinniśmy odwoływać się do hipotetycznej umowy społecznej w dyskusji o prawach moralnych. Po trzecie, istnieją teorie praw oparte na umowie społecznej, które wcale nie odmawiają praw zwierzętom innym niż ludzie. Po czwarte i najważniejsze, jakiej teorii etycznej byśmy nie przyjęli – kontraktarianizmu, teorii praw naturalnych, utylitaryzmu, etyki cnót czy jeszcze jakiejś innej – żadna nie będzie w stanie uzasadnić różnicy między obecnym statusem prawnym ludzi a statusem pozostałych zwierząt. A jeśli autor uważa, że jest inaczej, wypadałoby to jakoś uzasadnić – ale do tego trzeba by wziąć na poważnie hasła o zasadach krytycznego myślenia i w minimalnym choćby stopniu zapoznać się z filozoficzną debatą na ten temat.

Podsumowując: tekst dr. Napierały jest popisem ignorancji, intelektualnego lenistwa i dramatycznej nieporadności w formułowaniu i uzasadnianiu swoich twierdzeń. Jak to pogodzić z misją krzewienia osiągnięć nauki i zasad krytycznego myślenia – jeden Latający Potwór Spaghetti raczy wiedzieć.

Na stronie racjonalista.tv można przeczytać, że jest ona adresowana do ludzi, którzy domagają się równego traktowania wszystkich dyskryminowanych mniejszości. Zastanawiam się, czy równość dyskryminowanej większości też środowisko racjonalistów interesuje. W Polsce żyje i umiera około miliarda tzw. zwierząt gospodarskich rocznie. Ich tragiczna sytuacja nie wynika z tego, że większość ludzi to potwory niezdolne do współczucia wobec przedstawicieli innych gatunków. Chodzi raczej o to, że ludzie mają wysoko rozwiniętą zdolność niedopuszczania do siebie niewygodnych faktów i racjonalizacji własnych przyzwyczajeń. Po kim jak po kim, ale po stowarzyszeniu osób nazywających siebie racjonalistami można się chyba spodziewać krytycznego stosunku do tych tendencji.

 

Tomasz Herok

 

PS. W międzyczasie dr Napierała poszedł za ciosem i opublikował kolejne strumienie świadomości: „Radykalny weganizm u bram” i „Radykalni ekolodzy i weganie to fanatyczni i socjalistyczni mnisi”. W zasadzie wszystko, co wyżej, odnosi się też do tych tekstów – tylko bardziej.

Pomóż nam działać!

50 zł100 zł20 złinna kwota

Bądź na bieżąco

Trzymaj z nami rękę na pulsie i dołącz do grupy osób, którym zależy
na losie zwierząt hodowanych przemysłowo.