Przekaż darowiznę

Czy weganizm jest tylko dla wybranych?

Poniżej przedstawiamy tłumaczenie fragmentu książki Tobiasa Leenaerta

Ku bardziej otwartej formie weganizmu

Dla wielu wegan weganizm stanowi silny element tożsamości. Bardzo dużo o nim myślimy. Mamy wegańskich przyjaciół, robimy zakupy w specjalnych wegańskich sklepach, chodzimy na wegańskie imprezy, aby spotkać innych wegan, uczęszczamy na wegańskie konferencje, śledzimy grupy dla wegan na Facebooku, razem działamy na rzecz zwierząt… Istnieje nawet słowo na wegan, którzy chcą się umawiać tylko z innymi weganami: weganseksualni (vegansexuals).

Tworzenie dla siebie tożsamości to poniekąd rzecz ludzka. Jest czymś całkiem naturalnym, jeśli nie koniecznym, aby utożsamiać się z jakimiś ludźmi, miejscami, przedmiotami, ideami, aby twierdzić, że jest się osobą, która kocha X, robi Y czy jest przeciwko Z. Tożsamość i przynależność do grupy podnoszą samoocenę i samopoczucie.

W przypadku ruchu wegańskiego tworzenie tożsamości wokół weganizmu niesie za sobą pewne konkretne korzyści.

Ludzie, dla których weganizm jest elementem tożsamości, mogą dłużej pozostawać weganami.

Badania przeprowadzone przez Faunalytics pokazują, że byli wegetarianie i weganie rzadziej uważają dietę za element swojej tożsamości niż obecni weganie. W książce Vegetarianism: Movement or Moment? Donna Maurer pisze:

„Im bardziej ktoś utożsamia się z grupą, tym bardziej czuje się związany jej oczekiwaniami”.

Innymi słowy, jeśli chcemy nadal należeć do grupy, przestrzegamy jej zasad. Utożsamianie się z byciem weganinem może też bez wątpienia sprawić, że będziemy się bardziej angażować w walkę o naszą sprawę:

„Poczucie kolektywnej tożsamości motywuje ludzi do działania zgodnie ze swoimi przekonaniami”.

Wydaje się, że łatwiej jest wywieść poczucie tożsamości z ideologii moralnej niż, na przykład, troski o zdrowie. Niektóre badania wskazują również, że etyczni wegetarianie czują się bardziej przekonani do swoich wyborów i spożywają mniej produktów odzwierzęcych niż wegetarianie zdrowotni. Dłużej też pozostają wegetarianami.

Weganizm jako tożsamość ma jednak pewne poważne złe strony. Warunkiem tożsamości jest istnienie ludzi, którzy jej nie podzielają: inkluzywność implikuje ekskluzywność. Emile Bruneau, neuronaukowiec z MIT, odkrył, że ludzie o silnym poczuciu grupowej tożsamości są mniej empatyczni względem osób z grupy zewnętrznej. Mówiąc o drużynach sportowych, stwierdza, że „im bardziej ktoś identyfikował się z daną drużyną, tym mniej był skłonny okazywać empatię członkom drużyny przeciwnej”.

Czytaj także: Wywiad z Tobiasem Leenaertem

Oczywiście fani Boston Red Sox zwykle nie są zainteresowani przekonaniem fanów New York Yankees do kibicowania swoim odwiecznym rywalom. Jednak w przypadku ruchu wegańskiego ci spoza naszej grupy są potencjalnymi sojusznikami i chcemy, aby do nas dołączyli. Lecz jak pisze Maurer:

„Kiedy kolektywna tożsamość wegetarian staje się za silna, istnieje ryzyko, że rzecznicy weganizmu będą odstręczać swoich potencjalnych członków”.

Tak więc w ruchu wegańskim – i podobnych – mamy do czynienia z działaniem dwóch sprzecznych sił. Z jednej strony chcemy być inkluzywni. Chcemy dotrzeć do jak największej liczby ludzi i przekonać ich, aby dołączyli do nas w Weganlandii. Z drugiej strony chcemy zbudować dla siebie tożsamość, która pomaga nam utrzymywać członków i sprawniej działać.

Jednym z rozwiązań tego problemu może być rozróżnienie między dwiema grupami odbiorców i odpowiednie dostosowywanie do nich naszego przekazu. Do licznej grupy niewegan weganie powinni zwracać się z praktycznymi informacjami, a nie z żądaniem przyjęcia wegańskiej tożsamości.

Trudno oczekiwać, że nieweganie od razu zaakceptują wszystkie nasze przekonania i zasady. Traktowanie ich jako kluczowych dla przejścia na weganizm jedynie powoduje, że nasze wezwanie do działania sprawia wrażenie jeszcze bardziej skomplikowanego i czyni wstąpienie do naszego klubu niepotrzebnie trudnym i drogim.

Zachęcanie ludzi do jedzenia wegańskich potraw i próbowania wegańskich produktów jest dla obu stron dużo łatwiejsze niż proszenie ich o przejście na weganizm czy wegetarianizm.

Co się tyczy drugiej grupy odbiorów, wegańską tożsamość można rozwijać wśród tych, którzy już są wegetarianami lub weganami, a którzy dzięki silniejszemu utożsamieniu się z ruchem mogą zyskać motywację do działania. Dwa ostrzeżenia: po pierwsze tożsamość można budować wokół przynależności do klubu, lecz nie oznacza to, że opłata wstępna ma być astronomicznie wysoka. Po drugie weganie powinni uważać, aby nie obrażać i nie odstręczać ludzi spoza własnego kręgu.Tobias Leenaert.How to create a Vegan World

Niestety weganie nie tylko często odcinają się od niewegan, lecz również od naszej grupy wewnętrznej – a przynajmniej od tych, którzy z zewnątrz wydają się do niej należeć. Od dawna zaskakiwało mnie, jak niewielkie różnice między całkiem podobnymi ludźmi i grupami mogą się stać źródłem wzajemnej wrogości.

Różnice między weganami i wegetarianami lub między weganami z powodów etycznych a tymi, którzy przestali spożywać produkty odzwierzęce z troski o zdrowie, nie tylko wydają się małe dla innych, lecz, w ogólnym rozrachunku, małe. Niemniej między tymi grupami pojawiają się czasem napięcia. Freud mówił o „narcyzmie małych różnic”. Nie odnosił się co prawda do wegan, lecz zjawisko to jest powszechnie dostrzegalne. Tak tłumaczy je podręcznik do psychologii:

Ludzie chcą być postrzegani przez pryzmat tożsamości, które są dla nich ważne. Bycie postrzeganym w kategoriach innych tożsamości, w szczególności tych błędnych, może skutkować zagrożeniem kategoryzacją (categorization threat).

Nie lubimy też, kiedy inna grupa jest bardzo podobna do naszej, ponieważ podważa to sam sens tego, co czyni naszą grupę szczególną i wyjątkową.

Innymi słowy jesteśmy najbardziej wrażliwi, kiedy inna grupa jest w rzeczywistości bardzo podobna do naszej. (…) Grupy, które zbyt mocno przypominają naszą, mogą więc zagrażać szczególnej tożsamości grupy: jest to zagrożenie poczucia wyjątkowości (distinctiveness threat). Niektórzy argumentowali wręcz, że posiadanie wyraźnej tożsamości grupowej jest ważniejsze niż unikanie negatywnej.

Jeśli – my weganie – uważamy chronienie naszej szczególnej tożsamości za istotne, nie jest nie do pomyślenia, że na jakimś mniej świadomym poziomie możemy się niepokoić, jeśli liczba członków naszego wegańskiego klubu staje się zbyt liczna. Być może obawiamy się, że marka weganizmu straci na wartości, kiedy „zbyt wielu” ludzi ją sobie przyswoi.

Być może przestaniemy się wtedy czuć wystarczająco wyjątkowi i spadnie nasze poczucie wartości. To możliwe, że nie chcemy, aby wstęp do naszej grupy wewnętrznej stał się tak tani, aby każdy mógł do niej dołączyć. Obserwatorowi z zewnątrz może się nawet wydawać, że wcale nie chcemy sprawić, aby pomaganie zwierzętom było łatwiejsze, w szczególności jeśli nowi członkowie lub nowe idee nie będą musiały tak dzielnie zmagać się z normami, jak my musieliśmy.

Wszystkie tego rodzaju myśli mogą być niezamierzone, lecz musimy być wystarczająco samoświadomi, aby mieć pewność, że nie podnosimy opłaty członkowskiej w imię ochrony naszej tożsamości i poczucia wartości. Powinniśmy chcieć, aby wszyscy wstąpili do wegańskiego klubu. Powinniśmy chcieć być tak otwarci, jak to tylko możliwe.

Fragment tłumaczenia pochodzi z książki: How to Create a Vegan World

Książkę możecie kupić online tutaj

Więcej o autorze: http://veganstrategist.org/

fot: Tobias Leenaert

 

Pomóż nam działać!

50 zł100 zł20 złinna kwota

Bądź na bieżąco

Trzymaj z nami rękę na pulsie i dołącz do grupy osób, którym zależy
na losie zwierząt hodowanych przemysłowo.