Przekaż darowiznę

19 września 2019

Otwarte Klatki interweniują na kolejnej fermie lisów – to już druga w tym miesiącu

W poniedziałek 16 września 2019 r. aktywiści Stowarzyszenia Otwarte Klatki interweniowali na fermie lisów w Karskach (woj. wielkopolskie). W trybie interwencyjnym odebrali 4-miesięcznego lisa z rozległą raną łapy.

W zeszłym tygodniu, 9-10 września 2019r., Otwarte Klatki interweniowały na fermie lisów w Goliszowie pod Chojnowem (powiat legnicki), gdzie w klatkach oprócz lisów przetrzymywane były także psy, a wszystkie zwierzęta były ogromnie zaniedbane, wychudzone i wygłodniałe. Aktywiści uratowali wtedy osiem lisów. Kolejna interwencja odbyła się już tydzień później w Karskach niedaleko Ostrowa Wielkopolskiego.

Podczas rutynowego monitorowania fermy, aktywiści dostrzegli w jednej z klatek chore zwierzę – szczeniaka lisa polarnego z bezwładnie zwisającą łapą. W asyście policji odebrali zwierzę właścicielowi i przekazali pod opiekę doktorowi Grzegorzowi Dziwakowi z kliniki weterynaryjnej SKVet we Wrocławiu – temu samemu, który podjął się leczenia lisów uratowanych z fermy w Goliszowie.

Obserwowaliśmy fermę od lat, ponieważ jej właściciel ma na swoim koncie kilka wykroczeń – tłumaczy Paweł Rawicki ze Stowarzyszenia Otwarte Klatki. – Siedem lat temu został ukarany grzywną za nieleczenie chorego lisa, kilka lat później został ukarany ponownie za zakopanie martwego lisa w lesie. Ta interwencja jest kolejnym dowodem na to, że ferm zwierząt futerkowych nie da się odpowiednio kontrolować, a warunki ekonomiczne sprawiają, że hodowcom nie opłaca się leczyć chorych zwierząt, przez co ogromnie cierpią – jak lis uratowany z fermy w Karskach. Jedynym rozwiązaniem jest systemowa zmiana – całkowity zakaz hodowli zwierząt na futro – dodaje Rawicki.

Lis uratowany z fermy w Karskach dostał już imię – Maciek. Maciek jest bezpieczny i przebywa pod stałą opieką weterynaryjną, jednak jego stan jest ciężki. Rana łapy jest rozległa, a infekcja głęboka. Lekarze czekają, aż jego stan się ustabilizuje, by móc przeprowadzić operację.

Maciek miał szczęście, że go dostrzegliśmy zza płotu fermy – komentuje Andrzej Sikorski, aktywista Otwartych Klatek, który był obecny podczas interwencji. – Nie wiemy, ile takich zwierząt jak on jest schowanych w klatkach niewidocznych z daleka. Wiemy jednak, że Maciek nie jest wyjątkiem i cierpienie zwierząt na fermach jest nieuniknione. Będziemy monitorować fermy i pokazywać, jak wygląda rzeczywistość, dopóki zakaz hodowli zwierząt na futro nie zostanie wprowadzony – mówi Sikorski.

Losy lisa Maćka oraz lisów uratowanych z fermy w Goliszowie można śledzić na stronie Otwartych Klatek na Facebooku. Organizacja prowadzi także zbiórkę na pomoc chorym lisom oraz na kampanię walczącą o zakaz hodowli zwierząt na futro w Polsce.

Bądź na bieżąco

Trzymaj z nami rękę na pulsie i dołącz do grupy osób, którym zależy
na losie zwierząt hodowanych przemysłowo.