Przekaż darowiznę

Praca na fermach futrzarskich – kto zarabia a kto traci

Zwierzęta hodowane na futra cierpią – to nie podlega dyskusji. Norki, które w naturze przemierzają rozległe terytoria i ciągle korzystają ze zbiorników wodnych, zamknięte w ciasnych klatkach cierpią nie tylko fizycznie, ale też psychicznie. Więcej nieprzyjemnych szczegółów dot. tragicznej sytuacji zwierząt na fermach zostało opisanych w raportach ze śledztw Otwartych Klatek na fermach futrzarskich.

Fermy futrzarskie szkodzą też ludziom – negatywnie oddziałują na środowisko, powodują spadek wartości okolicznych terenów, nie pozwalają na prowadzenie agroturystyki i – mówiąc wprost – po prostu bardzo śmierdzą.

Praca na fermach futrzarskich

Przeciwko fermom protestują zarówno mieszkańcy terenów, na których mają pojawić się nowe fermy, ale również szereg innych osób, które sprzeciwiają się zabijaniu zwierząt na futra. Otwarte Klatki zebrały blisko 200 000 podpisów w obronie zwierząt futerkowych.

Pisaliśmy o tym tu, zobacz: Przemysł futrzarski niszczy polską wieś

Hodowcy bronią się tym, że branża futrzarska stanowi istotny wkład w gospodarkę i generuje miejsca pracy. Czy rzeczywiście? Na to pytanie odpowiada najnowszy raport Zachodniego Ośrodka Badań Społecznych i Ekonomicznych pt. „Ocena sytuacji branży hodowli zwierząt futerkowych i jej wpływu na polską gospodarkę”.

Nie taka branża wielka jak ją malują

Autorzy raportu analizują dostępne źródła, żeby ocenić sytuację branży futrzarskiej pod kątem gospodarczym. Odwołują się m.in. do materiałów, które zostały przygotowane na zlecenie samej branży. I tak zgodnie z danymi z raportu PwC z 2014 roku, przygotowanego na zlecenie Polskiego Związku Hodowców Zwierząt Futerkowych1, całkowita wartość dodana w PKB wynosiła w 2013 r. od 0,3% do 0,5%, ale tylko w województwach, gdzie koncentracja produkcji była największa. Badacze z ZOBSIE zwracają uwagę na to, że w skali kraju było to zaledwie 0,08%!

Przeczytaj: Nowy raport o fermach futrzarskich. „Branża generuje małą wartość dodaną”

Raport zwraca też uwagę na istotny fakt – Polska jest jednym z największych eksporterów futer na świecie, ale jako kraj eksportujemy głównie surowiec, czyli skóry zwierząt, a właściwie nie uczestniczymy w produkcji odzieży skórzanej ani w handlu nią. Co to oznacza? W Polsce odbywa się najbrudniejsza, najokrutniejsza i mocno szkodząca część procesu produkcyjnego, a „prawdziwe” pieniądze na handlu skórami zarabiają międzynarodowe koncerny z kapitałem kanadyjskim, amerykańskim, holenderskim czy duńskim. Warto wiedzieć, że wartość tzw. skóry to zaledwie ok. 12,5% wartości gotowego produktu.

Praca na fermach futrzarskich

Ukryte koszta

Kwestia kosztów środowiskowych jest problematyczna zarówno dla ekonomistów jak i ekologów. Z jednej strony trudno jest nadać konkretną wartość rynkową walorom ekologicznym, które z punktu widzenia ochrony środowiska mogą być tak ważne, że należałoby określić je jako bezcenne lub niepodlegające wycenie, z drugiej strony istnieje praktyka uiszczania konkretnych opłat za korzystanie ze środowiska i ocenianie oddziaływania różnego typu przedsięwzięć na środowisko (OOŚ).

Hodowle zwierząt futerkowych powinny podlegać takiej ocenie na mocy rozporządzenia o przedsięwzięciach mogących znacząco oddziaływać na środowisko. Co ciekawe, przepisy dot. OOŚ uległy zmianie na korzyść hodowców. Wcześniej sporządzenia wpływu szkodliwości na środowisko wymagano dla ferm liczących 8,4 tysiąca norek, obecnie jest to 10 razy więcej, czyli aż 84 tysiące norek.

Co więcej, istnieje ogromny problem z egzekucją przepisów. Raporty NIK nie pozostawiły suchej nitki zarówno na samych hodowlach, jak na instytucjach je kontrolujących – tylko jedna ze wszystkich skontrolowanych przez NIK w 2011 roku ferm futrzarskich spełniała zarówno wymogi ochrony środowiska, weterynaryjne, jak i budowlane.

Blisko połowa ferm prowadziła działalność na obiektach nielegalnie wybudowanych. Kolejny raport NIK z 2014 wskazywał na to, że organy administracji rządowej nie są w stanie podać nawet dokładnej liczby ferm, które znajdują się w Polsce, nie mówiąc już o szczegółowych kontrolach czy egzekucji przepisów.

Dr Iwański podsumował to tak: „Wniosek, że skoro nie możemy skutecznie kontrolować tego typu działalności, to być może lepiej ją zlikwidować, nie jest tutaj pozbawiony sensu”.

Straty dla środowiska i lokalnej społeczności są ogromne, ale zazwyczaj trudne do oszacowania ilościowego. Dodatkowym problemem jest brak tzw. ustawy odorowej, której wprowadzenie obiecywane jest od lat. Autorzy raportu przypominają o takich problemach jak właśnie uciążliwości zapachowe, zanieczyszczenie wód i gleb czy inwazje insektów.

Wszystko to ma swoje konsekwencje ekonomiczne – spadek wartości nieruchomości czy problemy w prowadzeniu działalności turystycznej czy rolnictwa ekologicznego. Nic dziwnego, że mało kto chce mieć w swojej okolicy taką działalność. Natomiast zaskoczyć może ogrom protestów, jakie mają miejsce w Polsce – w latach 2012-2017 odnotowano ich aż 141.

Figa z makiem dla samorządów

Hodowcy często deklarują, że ich działalność jest korzystna dla regionu, ponieważ odprowadzają wysokie podatki do gminy, na której terenie prowadzą działalność. Raport ZOBSIE rozwiewa ten mit. Nie wchodząc w zawiłe szczegóły – część podatków jest odprowadzana do budżetu centralnego, a część do gminy. Z analizy przeprowadzonej przez autorów raportu wynika, że większość zobowiązań hodowli zwierząt futerkowych trafia nie do kas gminnych, a do budżetu centralnego. Co z lokalnego punktu widzenia nie jest korzystne – pieniądze nie trafiają bezpośrednio do gminnej kasy, natomiast wszystkie zewnętrzne koszty zostają na terenie gminy.

Okazuje się również, że pieniądze, o których tu mowa, nie są wcale takie wielkie. Wspomniany już wcześniej raport PwC wskazuje, że w 2013 roku hodowcy zwierząt futerkowych odprowadzili bezpośrednio ok. 91 mln zł różnego typu należności (składek i podatków). Odnosząc tę kwotę do dochodów całego sektora finansów publicznych otrzymamy udział na poziomie 0,014%, nie jest on imponujący. Co więcej nie wiadomo, czy PwC w swoich obliczeniach uwzględniło zwroty podatku VAT, jakie otrzymali hodowcy.

Praca, która nie popłaca

Praca na fermach to ciężka praca fizyczna, nie dająca perspektywy na rozwój czy znaczący awans. Szeregowi pracownicy są zazwyczaj kiepsko opłacani, a wynikająca z cyklu hodowlanego sezonowość powoduje, że dla wielu pracowników taka praca oznacza brak stabilizacji.

O tym, jak ciężkie są realia pracy na fermie można przeczytać tutaj: Pracownicy fermy norek

W związku z powyższym nie dziwi fakt, że coraz większa liczba hodowców nie może znaleźć pracowników w najbliższej okolicy i ogłasza się na… ukraińskich portalach. Osoby związane z przemysłem futrzarskim lubią powtarzać, że ich branża generuje duże zatrudnienie. Zdarza się słyszeć aż o 50 000 miejsc pracy. Jest to liczba, która pochodzi ze wspomnianego wyżej raportu PwC, ale odnosi się ona do… całej hodowli zwierzęcej w Polsce.

Autorzy raportu ZOBSIE szacują, że polskie fermy futrzarskie to około 3-4 tysięcy zatrudnionych, a jeszcze ciekawiej wyglądają dane płynące bezpośrednio z ZUS (nie uwzględniają one ubezpieczonych w KRUS ani osób zatrudnianych przez agencje pracy). Według tej instytucji mniej niż tysiąc osób było oficjalnie zatrudnionych w przemyśle hodowli zwierząt futerkowych w latach 2016–2017.

Czy branża futrzarska ma szansę na rozwój?

Autorzy raportu nie mają wątpliwości – nie ma szans na rozwój branży futrzarskiej w Polsce. Wskazują na kilka czynników, które ten rozwój zatrzymają i podkreślają, że obecnie branża znajduje się w apogeum swojego rozwoju. Jako pierwszy czynnik wymieniają uszczelnienie nadzoru weterynaryjnego i środowiskowego. Do tej pory odnotowano wiele nieprawidłowości w funkcjonowaniu ferm, dlatego należy spodziewać się skuteczniejszej egzekucji przepisów w przyszłości.

Chcesz pomóc? Podpisz apel do posłów

PODPISZ APEL!

Kolejny to protesty mieszkańców i niechęć społeczna do powstawania nowych ferm. W kategoriach czysto biznesowych za czynnik wyznaczający horyzont wzrostu branży uznaje się niską innowacyjność samego procesu i tzw. barierę wzrostu wydajności produkcji. Autorzy raportu obrazują to przykładem importu powypadkowych starych samochodów, który daje zatrudnienie w okresach dekoniunktury, ale długofalowo powoduje więcej negatywnych skutków społecznych i środowiskowych niż korzyści dla lokalnych społeczności.

W podsumowaniu raportu czytamy, że nadchodzące lata mogą – w najbardziej optymistycznym scenariuszu dla branży – być okresem stabilizacji. Prawdopodobnym scenariuszem jest walka o utrzymanie poziomu produkcji i rentowności przy rosnących kosztach. Z perspektywy osób, którym zależy na zwierzętach, ludziach i środowisku, możemy powiedzieć – Nie będziemy płakać po tej branży.

1Raport „Wpływ ekonomiczny branży hodowli zwierząt futerkowych na gospodarkę Polski”, PricewaterCoopers (PwC)

Pomóż nam działać!

50 zł100 zł20 złinna kwota

Bądź na bieżąco

Trzymaj z nami rękę na pulsie i dołącz do grupy osób, którym zależy
na losie zwierząt hodowanych przemysłowo.