Przekaż darowiznę

5 pytań do Dariusza Gzyry, autora książki „Dziękuję za świńskie oczy”

Dziś przedstawiamy wam kolejną postać- Dariusz Gzyra, autor książki „ Dziękuję za świńskie oczy”, członek Polskiego Towarzystwa Etycznego, dużo więcej dowiecie się z poniższego wywiadu.

1. Pana biografia jest intrygująca, jest Pan członkiem Polskiego Towarzystwa Etycznego, Laboratorium Animal Studies – Trzecia Kultura (LAS-TK) jednym z założycieli Stowarzyszenia Empatia i ta lista się tylko wydłuża, a wszystko to w ramach tematyki etyki, zwierząt i ich relacji z człowiekiem, a może na odwrót? Kiedy pojawiła się pierwsza myśl, że musi Pan coś zrobić dla zwierząt? Działać na rzecz poprawy ich losu?

Lista jest długa, bo ja już długo żyję. Nie potrafię dokładnie odtworzyć kiedy był moment zwrotny. Zmieniałem się stopniowo. Ten proces zaczął się grubo ponad 30 lat temu, na początku był związany z lekturą książek Marii Grodeckiej, jednej z niewielu polskich autorów i autorek, którzy w tamtych czasach bardzo odważnie zwracali uwagę na krzywdę zwierząt.

W mojej książce cytuję Grodecką, bo naprawdę byłoby bardzo niesprawiedliwe i aroganckie, gdybyśmy dziś myśleli o sobie jako o pionierach. Niektóre fragmenty jej książek wywołują dreszcze. Są napisane mocnym językiem, bardzo trafne i aktualne. To niesamowite, że w tamtych siermiężnych czasach były osoby, które wykazywały się taką zdolnością samodzielnego myślenia i odwagi bycia inną, jak Grodecka. Oczywiście, dziś wiemy, że jej książki zawierają błędy, uproszczenia, miejscami są naiwne. No cóż, my również mamy własne błędy, uproszczenia i naiwność, które ktoś kiedyś będzie potrafił rozpoznać.

Długo broniłem się przed większą zmianą. Pamiętam na przykład relację telewizyjną z protestu Klubu Gaja przeciwko próbie zorganizowania w Polsce pokazu corridy. Był rok 1991. To mną wstrząsnęło. Zobaczyłem niewielką grupkę aktywistów blokujących na arenie pokaz i narażających się na agresję organizatorów i publiczności. Nie mogłem oderwać od tego oczu. W następnym roku zostałem wegetarianinem. Jednak dopiero kiedy zostałem weganinem, czyli w 1999 roku, zacząłem być bardziej aktywny i robić coś więcej niż odmowa zjedzenia tego lub owego. A stowarzyszenie powstało dopiero w 2004 roku, wcześniej przez rok działając jako grupa nieformalna.

Dariusz Gzyra wywiad

Dariusz Gzyra

Wracając jeszcze na chwilę do tych wczesnych lektur – pamiętam dzień zakupu książki Philipa Kapleau Ochraniać wszelkie życie. Wydano ją w roku 1985 i była pisana z perspektywy buddyjskiej. Nigdy nie byłem i nie jestem buddystą. Bardziej interesowały mnie jego poglądy na kwestie krzywdy zwierząt.

Kiedy zaglądam dziś do mojego stareńkiego egzemplarza, widzę tam tytuły rozdziałów i podrozdziałów, takie jak „Cierpienie zwierząt hodowlanych”, „Przemysłowa hodowla kurcząt”, „Stłoczenie i kastrowanie”, „Przewóz na rzeź”, „Egzekucja w rzeźni” lub „Współudział jedzących mięso w zabijaniu zwierząt”. Kiedy to czytałem po raz pierwszy, miałem wrażenie, że odkrywam jakąś nową planetę. Naprawdę bardzo mi zależy na tym, żebyśmy rozumieli, że my dziś po prostu kontynuujemy walkę o normalny świat, którą dawno temu zaczęli inni.

2. Kiedy zrodził się pomysł i dlaczego na książkę „Dziękuję za świńskie oczy”?

W 2012 roku Krytyka Polityczna zaproponowała mi współpracę, prosząc o regularne pisanie na temat relacji człowieka z innymi zwierzętami. Czułem się wyróżniony i pomyślałem, że to bardzo dobra okazja, żeby dotrzeć do czytelników i czytelniczek, którzy już mają ponadprzeciętną wrażliwość społeczną, ale niekoniecznie w ich postępowości mieści się poważne traktowanie problemu eksploatacji zwierząt.

Opublikowałem tam kilkadziesiąt tekstów, będąc pierwszym autorem, który regularnie zajmował się tą tematyką. Warto przy tym zaznaczyć, że Krytyka Polityczna już w 2008 roku wydała monograficzny numer czasopisma poświęcony w dużej części zwierzętom. Nosił tytuł Nie-ludzka polityka.

Po kilku latach pisania dla Krytyki uznałem, że warto tekstom nadać drugie życie, zebrać je i zrobić z nich książkę. Okazało się jednak, że to nie takie proste. Kiedy do nich wróciłem, stwierdziłem, że będzie przy nich dużo pracy. Żeby się z nimi zgodzić, musiałem je przeredagować i uzupełnić. Z niektórych zrezygnowałem, dopisałem też kilka nowych. Zależało mi również na tym, żeby wyposażyć książkę w precyzyjne przypisy, które przy okazji rozwijają niektóre wątki. Ostatecznie dodałem do tych bazowych tekstów drugie tyle treści. Równie dobrze mógłbym z tego zrobić dwie książki. Powstała jednak jedna, złożona z ponad czterdziestu niedługich i niezależnych od siebie rozdziałów. Taki podział ułatwia czytanie.

Przy tej ilości tekstu, gęstego i intensywnego, w końcu piszę o krzywdzie, musiałem bardzo zadbać o język i formę książki, żeby chciało się ją czytać. Wydaje mi się, że to się udało. Pomogło odwoływanie się do historii konkretnych zwierząt, rzeczywistych zdarzeń, często znanych z mediów.

Zajmuję się teoriami etycznymi, dobrze się czuję w świecie teorii i uważam teoretyzowanie za bardzo ważne, ale pilnowałem, żeby w książce miało związek z konkretnymi praktykami społecznymi. Żeby odnosiło do rzeczywiście działających mechanizmów, po prostu do życia, jakie znamy. Bardzo chciałem też, żeby oprócz możliwie nienagannej argumentacji w książce były emocje. Żeby dotykała wrażliwych punktów, poruszała.

Podczas ostatniego spotkania o książce w Krakowie jedna z osób, która ją kupiła i ustawiła się w kolejce po podpis, rozpłakała się, kiedy wpisywałem dedykację. Powiedziała, że to, o czym mówiliśmy podczas spotkania, bardzo ją poruszyło. Kilka innych osób zwierzyło mi się, że płakało w trakcie czytania Dziękuję za świńskie oczy. Recenzje recenzjami, ale jeśli ktoś płacze przy lekturze twojej książki lub kiedy mówisz o krzywdzie zwierząt, to jest to coś bardzo ważnego. Możemy narzekać, że ludzie przestają czytać, że książki już nie są tak dobrymi narzędziami zmiany społecznej, jak kiedyś, ale najwyraźniej wciąż są tacy, którzy je doceniają, potrzebują ich i potrafią je czytać.

Jest więc książka i pierwsze reakcje, które są nagrodą za pracę, którą w nią włożyłem. Wygląda na to, że to pierwsza na polskim rynku książka o relacjach człowieka z resztą zwierząt, napisana z perspektywy wegańskiej przez polskiego autora. Dotycząca wielu różnych zwierząt, tak zwanych gospodarskich, domowych, dzikich, miejskich, a przy tym wychodząca poza akademickie rozważania. Mam nadzieję, że książka jest radykalna i jednocześnie będzie postrzegana jako rozsądna.

3. Cytuje Pan Jonathana Safrana Foera, Petera Singera, gdyby Pan miał wybrać jednego myśliciela, autora książek, czy filozofa o najbliższym dla Pana spojrzeniu na temat etyki, praw zwierząt, czy człowieczeństwa, to kogo by Pan wybrał i dlaczego?

Mam problem z rankingami tego typu i jeszcze większy z wyborem jednej postaci. Cytuję wielu autorów i wiele autorek. Wydawnictwo zasugerowało, aby nie umieszczać w książce całej bibliografii, bo zajmowałaby za dużo miejsca. Sama bibliografia książkowa, po skróceniu do najważniejszych źródeł, to ponad sto pozycji. Na świecie jest wielu ludzi, którzy pisali i piszą niezwykle interesujące, odkrywcze i pożyteczne rzeczy. Gdybym kiedyś znalazł na ulicy milion dolarów, zleciłbym tłumaczenie i wydałbym w Polsce kilkaset książek o relacjach człowieka z resztą zwierząt, wybranych z napisanych za granicą w ciągu ostatnich mniej więcej pięćdziesięciu lat. Jeśli ktoś rozważa sponsorowanie tego przedsięwzięcia, to proszę tylko o dwa tygodnie na przygotowanie listy, a potem mogę zabierać się do pracy.

O Foerze i Singerze wspominam w szczególny sposób, pisząc o nich we wstępie. Nie dlatego, że są to autorzy, którzy są mi najbliżsi. Jednak ich książki, czyli „Zjadanie zwierząt” i „Wyzwolenie zwierząt”, są przez ogromną liczbę osób wskazywane jako te, które zmieniły postrzeganie zwierząt i pomogły zrozumieć własną rolę w ich krzywdzeniu. Takie książki sprawdzają się jako narzędzie, które wskazuje i uchyla jakieś drzwi.

Potem można je już dalej samodzielnie otwierać. Powiedziałbym nawet, że prawdziwe otwarcie tych drzwi można poznać po tym, że rozumie się problematyczność niektórych myśli zawartych w tych książkach. Tak się złożyło, że do pierwszej z nich napisałem posłowie, a do drugiej słowo wstępne, a ich tytuły tworzą symboliczne zestawienie – od zjadania, do wyzwolenia.

4. Jak pisał Peter Singer w książce „W obronie zwierząt” moralne rewolucje zachodzą powoli, zwrócił jednak uwagę, by nie pytać kiedy tam dojdziemy, zamiast tego zadać sobie pytanie czy idziemy w dobrym kierunku. Jak Pan by odniósł się dziś do takich słów? Czy idziemy w dobrym kierunku, czy reduktarianizm, „czyste mięso” są dla nas jakimś rozwiązaniem? A może widzi Pan przyszłość w zupełnie innych działaniach?

Mam wrażenie, że jesteśmy w momencie coraz większego rozkroku. Jedna noga chce iść w jedną stronę, ale druga ma zupełnie inny zamiar. Nie jest to dobra pozycja do złapania równowagi i rzeczywiście dobrze widać, że świat się chwieje. Można być optymistą lub pesymistą w zależności od tego, na które wskaźniki się patrzy. Niezależnie od tego, jestem przekonany, że z upowszechnienia tak zwanego czystego mięsa i roślinnych odpowiedników produktów zwierzęcych, powinniśmy się cieszyć. Rewolucje moralne rzeczywiście zachodzą powoli, ale te, które są wygodne, mają większe szanse realizacji.

Przeczytaj także: IBRIS: Prawie 60% Polaków deklaruje ograniczenie spożycia mięsa

Dostępność takich produktów ułatwi zmianę i może sprawić, że obecny sposób produkowania żywności coraz częściej zacznie się wydawać absurdalny. Eksploatacja zwierząt związana jest nie tylko z ich krzywdą, ale niszczy też środowisko naturalne. Ten model jest nieracjonalny, toporny, kosztowny i nieefektywny. Po prostu szkodliwy – i dla zwierząt, i dla ludzi.

Jedną z odpowiedzi na potrzebę wygody jest przyjęcie postawy ograniczania korzystania z produktów zwierzęcych zamiast wykluczania. Szczerze mówiąc, nie znam nikogo, kto nie akceptowałby go jako jednego z narzędzi zmiany społecznej.

Nawet ci, którzy mają poglądy zbliżone do Gary’ego Francione, mogą zachęcać, żeby próbując weganizmu zacząć na przykład od jednego dnia w tygodniu z jedzeniem wyłącznie roślinnym. To oczywiste, że nie wszyscy staną się weganami z dnia na dzień, zresztą mój przykład idealnie to ilustruje. Tak więc pytanie nie brzmi czy reduktarianizm ma sens, tylko jaki to powinien być reduktarianizm.

Dariusz Gzyra wywiad

Dariusz Gzyra

To stosunkowo młode pojęcie i właściwie jego znaczenie wciąż jest płynne i niedookreślone. The Reducetarian Foundation uznaje za reduktarian wszystkich, którzy ograniczają jedzenie produktów zwierzęcych – niezależnie od stopnia tego ograniczenia i motywacji. Z taką definicją jest kilka problemów. Znikome, okazjonalne ograniczenie, można uznać za ruch pozorny. Trudno też sobie wyobrazić w jaki sposób unikanie jajecznicy na bekonie na śniadanie raz na miesiąc, miałoby być częścią rozwoju moralnego. Poza tym, kwestia jedzenia to nie wszystko. Problemem jest kupowanie i korzystanie z produktów zwierzęcych – nie tylko spożywczych.

Brian Kateman, autor książki The Reducetarian Solution, kierujący tą fundacją, najwyraźniej chce widzieć reduktarianizm jako określony ruch społeczny i sprawić, żeby ludzie uznali reduktarianizm za część swojej tożsamości. Przy tak szerokich kryteriach będzie to trudne. Sam fakt jakiegokolwiek ograniczenia jedzenia produktów zwierzęcych, raczej nie wystarczy.

Ktoś może powiedzieć, że liczy się fakt ograniczenia, a nie to, czy ktokolwiek czuje się reduktarianinem i częścią ruchu reduktariańskiego. Jednak jeśli chcemy, żeby reduktarianizm był jednym z efektywnych narzędzi zmiany świata na lepszy dla zwierząt, to dobrze by było, gdyby ludzie mieli świadomość czego są częścią. Choćby dlatego, że skoro zakłada się dużą dowolność ograniczania, przydałby się mechanizm zachęcania do bardziej znaczącego ograniczenia, a nie minimalnego. Świadomość, że istnieją inni reduktarianie, którzy bardziej ograniczają produkty zwierzęce, może być pozytywną motywacją. Podobnie – motywacją może być upowszechnienie weganizmu, stanowiącego inspirujący punkt odniesienia.

Uważnie obserwuję rozwój tego trendu, również w Polsce. Niezależnie od opisanych problemów, i wielu innych, które wiążą się z reduktarianizmem, myślę, że jeśli dobrze wymyśli się to narzędzie, to ma szansę zadziałać. Jestem abolicjonistą, uważam, że powinniśmy odejść od jakiegokolwiek krzywdzącego wykorzystania zwierząt. Jednak jestem pragmatycznym abolicjonistą, co oznacza, że rozumiem, że z konieczności zmiana będzie odbywać się stopniowo. Jedną z form tej ewolucji może być reduktarianizm.

5. Gdyby miał Pan możliwość zmienić jedną rzecz na świecie, zrealizować jedno marzenie, to co by to było?

Żeby ze wszystkich marzeń ludzi spełniały się tylko dobre.

Chcesz być na bieżąco z działaniami Dariusza Gzyry, odwiedź jego fanpage: https://www.facebook.com/DariuszGzyra

Pomóż nam działać!

50 zł100 zł20 złinna kwota

Bądź na bieżąco

Trzymaj z nami rękę na pulsie i dołącz do grupy osób, którym zależy
na losie zwierząt hodowanych przemysłowo.